poniedziałek, 26 listopada 2012

"A To Peszek" - Uwaga Na Słupy

Farciarą nigdy nie byłam, ale ta historia w ogóle nie powinna się zdarzyć tak rozsądnemu i dobremu kierowcy jak ja. Tylko raz na parkingu centrum handlowego (GM) z jakichś niewyjaśnionych dla mnie powodów nie zauważyłam słupa stojącego obok. Prawdopodobnie zostałam zagadana przez pasażerkę. Pech chciał, że przy prędkości aż 5km/h właściwie wcisnęłam bok samochodu w kant tego betonowego cholerstwa. Gdyby nie przeraźliwy wrzask pasażerki (będącej bądź co bądź właścicielką tego pojazdu) to pewnie próbowałabym jechać dalej. No, ale kiedy po uszach obrywa się wykwintną bluzgą to trzeba gwałtownie wcisnąć hamulec i sprawdzić o co te nerwy.
Wyszłam z auta i ugięły się pode mną nogi "Boże, ojciec mnie zabije!". Problem był taki, że nie mogłabym jechać ani do przodu ani do tyłu aby nie rysować lakieru jeszcze bardziej. Ogarnęła mnie panika. Nagle z zaparkowanych aut wyłoniła się postać. Podążający żwawym krokiem mężczyzna, o mało szlachetnej urodzie bandyty, zmierzał w naszą stronę. Pomyślałam "No, tak teraz jeszcze da nam w zęby i okradnie!" - cudowny sobotni dzionek. Po chwili zdziwko mnie wzięło kiedy całkiem miłym głosem zakomunikował swoją chęć pomocy. Centymetr do przodu 2 cm do tyłu, znowu 1cm do przodu i tak kilka razy. Udało się przy pomocy nieznajomego gentelmana wyjechać z słupa nie powodując więcej szkód. Doznałam ogromnej kompromitacji kiedy musiałam wrócić tym obdrapańcem przez pół Warszawy. Czułam się jakby każdy wytykał mnie palcami. Nerwy były nie z tej ziemi, bo czekała mnie konfrontacja z tatinkiem, który zapewne powyrywa mi nogi z zadka. Mamusia siedząca obok nie dodawała mi zbytnio otuchy, wzruszając ramionami kiedy pytałam czy tata się bardzo wkurzy.
Dojechałyśmy do domu, tatinka nie ma - ufff. Siostra poleciła mi podziałanie pastą Tempo i faktycznie nie było aż takiego dramatu. Obrażenia auta mimo wszystko były zbyt wyraźne, lakier zdarty do żywego, wgniecenie tylnej części - ślepy by zauważył. Byłam w czarnej d...pie i mogłam się tylko zacząć modlić aby tata miał udany, połów bo to zwiastowało dobry humorek. Miałam fuksa. Pierwszy wylew emocji poszedł na moją siostrę jako główną podejrzaną, ale ta z premedytacją i szyderczym uśmieszkiem na twarzy odparła "To, nie jaaa...". Kiedy usłyszałam władczy, mocny głos wypowiadający moje imię, zrobiłam się maleńka, skruszona i z opuszczoną głową zaczęłam opowiadać jak na spowiedzi całą historię. Trochę się nawet usprawiedliwiałam, że to wina zmęczenia po siłowni, zagadania przez towarzyszkę podróży, przez pogodę itd. Na szczęście humor tatinek miał dobry, więc i ze skóry mnie nie obdarł - hurrra! Nawet niemałe koszty naprawy tata wziął na siebie, ale nie miał też innego wyboru, ponieważ był to czas kiedy jeszcze na rodzicach pasożytowałam. Szczerze mówiąc czas pasożyta był dobrym czasem i nie raz za tym, tęsknie:P
No ale co się strachu wtedy najadłam to moje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz